Przejdź do głównej zawartości

"Lipcowe przesilenie"



Zbliżają się 3 urodziny Miłka. Chciałabym Wam opisać czas, przez który przechodzę. Jak to przechodzę i czy coś szczególnego w tym czasie się zmieniło. Chciałabym by każda matka po śmierci swojego dzieciątka to przeczytała i wyciągnęła wnioski, a może nawet znalazła w tym tekście promyk nadziei dla siebie. W szczególności matki, które są na początku tejże drogi..

Nie – dziecięcy pokój jest już od trzech lat pusty. Wypełniony za to po brzegi nieobecnością, niespełnieniem, tęsknotą. Mieści jeszcze w sobie smutek, żal, rozczarowanie, beznadzieję, bunt, zmęczenie, lęk, że już na zawsze zostanie pusty. A jednak, gdy przychodzi „lipcowe przesilenie”, to tam właśnie szukam schronienia. I szukam we wspomnieniach okruszków dobrych, pięknych żeby nabrać sił i odwagi, żeby jeszcze raz świadomie, w pełni zanurzyć się w ten czas. I tak składam te kawałki siebie z powrotem, a każde „lipcowe przesilenie” przynosi kolejny odzyskany kawałek. Przynosi też dużo ciągle tak żywego, świeżego jakby z wczoraj bólu, smutku, żalu, buntu, które zalewają jak fale, wyrywają wiosła, odbierają jakąkolwiek możliwość sterowania. A jednak w pewnym momencie i te moje fale zmieniają się w ptaki i niosą do brzegu, gdzie jest kawałek dawnej - nowej mnie. „Lipcowe przesilenie” każdego roku jest inne. Tylko zmęczenie po nim takie samo zostaje… W pierwszym roku po śmierci Miłosza, miałam „przed oczami” różne sytuacje, które zadziały się między 24 a 30 lipca. Tak wyraźnie, że aż mnie to zadziwiało. Teraz bardziej czuję je w ciele. Jestem czymś zajęta, a tu nagle przychodzi fala bólu, jakiś ciężar w piersi. Niemalże zwala z nóg. A chwila potem refleksja – tak, o tej porze dowiedziałam się, że przenoszą Miłosza na intensywną terapię albo usłyszałam, że może nie przeżyć nocy… albo widziałam ostatni raz żywego… Pierwsze „lipcowe przesilenie” przeżyłam bardzo dotkliwie. To było najcięższe,w porównaniu do tego co się działo później. Przepłakałam cały dzień, kupując samochodzik, kwiaty. Nie radziłam sobie totalnie z emocjami, a raczej nie chciałam nad nimi panować. Wiedziałam, że muszę to wypłakać i przeżyć. Będąc na cmentarzu nie puściłam balonów do nieba, nie miałam do tego głowy. Musiałam poukładać sobie w głowie tym co musiało w końcu do mnie dotrzeć. Miłosza tu nie ma i prawdopodobnie nie wiesz, czy kiedykolwiek będzie dane Ci go zobaczyć. Nie wiesz, co się dzieje po śmierci. Pozostaje Ci wyobraźnia. Zamiast zająć się pozytywami, wciąż widziałam ten szpital, oddział i łóżeczko, które później było puste. Jednym słowem - nic przyjemnego. Dzień się skończył bardzo smutnie, a ja musiałam wracać na nowo do obowiązków. W czasie drugiego „lipcowego przesilenia” widziałam już mały kroczek do przodu. Naprawdę mały, ale przecież od czegoś trzeba zacząć. Po otwarciu oczu tego dnia, pewnym krokiem zaczęłam porządkować wywołane fotografie Miłosza. Przeglądałam po raz setny wszystkie dokumenty. Z wielkim żalem, z wielką niewiedzą i wielkim smutkiem. Podczas gdy sama robiłam bukiet z niebieskich róż, poleciało mi kilka łez. Ale nie wyglądało to tak jak podczas pierwszej rocznicy urodzin. I tu było moje wielkie zdziwienie. Czyżbym już zaakceptowała to co się stało? Kolejny próg przekroczony. Jak to widzę dzisiaj? Obiecałam sobie po jakimś czasie drugich urodzin, że tak to nie może wyglądać. Mój syn musi wiedzieć, że ten dzień ma się kojarzyć z radością. Bo przecież dzięki pomocy lekarzom, przyszedł na Świat. Teraz chciałabym, by każdy kolejny dzień urodzin nie kojarzył się tylko ze smutkiem. Chciałabym żeby był też (a z czasem nawet przede wszystkim) czasem świętowania tego, że Miłosz nam się pojawił, dał nam tyle radości w tak króciutkim czasie. Pamiętam słowa mojej znajomej, która jednoznacznie stwierdziła: Miłosz przyszedł po to, by być kochanym, by obudzić w Was miłość i wypełnił swoją misję. Trafiały do mnie te słowa… ale utykały zawsze na ALE CZEMU TYLKO TYLE? PRZECIEŻ MÓGŁ MIEĆ CAŁE ŻYCIE? DUŻO, DUŻO WIĘCEJ ZROBIĆ, DUŻO WIĘCEJ DAĆ, OBUDZIĆ MIŁOSCI W INNYCH!!!


Bardzo chciałam przyjąć to jako swoje, a jednak ciągle bunt i opór się tliły głęboko i nie dawały spokoju. Mimo, że na różne sposoby próbowałam je gasić. Ta część, którą odzyskałam w tym roku – w końcu, na 3 rok – jest chyba właśnie z tej przestrzeni. Takiej zgody, tak – takie właśnie było moje dziecko, taki właśnie był jego czas, takie jest moje macierzyństwo. Mam nadzieję, że to już się ugruntuje i okrzepnie na zawsze, i że nie przyjdzie kolejna ogniowa próba… Mimo ogromnego zmęczenia jest teraz we mnie spokój i ulga, jakbym w końcu po długiej wędrówce dotarła do schroniska. W tym roku zrobię wszystko, by spełnić to co sobie obiecałam. Wiem, że z każdym rokiem nie będzie łatwiej ale będę się starać, by nie było gorzej. Już nie mogę się doczekać, bo to będzie piękny dzień!

Komentarze

  1. Casino Game Review - Tricktoactoe.com
    Casino game 키링 토토 review. Discover 벳 익스플로 어 the best bonuses, free spins, 케이 뱃 and more! ➜ Discover the 해외 야구 BEST Casino game in your inbox 믿을만한 토토사이트 유니88 ✚ Get $2000+

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

"Dzięki Pani H udało się za 4 razem urodzić zdrowego chłopczyka" - historia Darii

Cześć, jestem 24-letnią mamą 4 aniołków. Mam na imię Daria. W czerwcu 2016 wzięliśmy ślub i zaczęliśmy się starać o dziecko, we wrześniu test pokazał 2 piękne kreski, radość nie trwała jednak długo, gdyż w październiku okazało się, że ciąża nie rozwija się prawidłowo. Jeden lekarz stwierdził puste jajo płodowe, drugi stwierdził, że dziecko przestało się rozwijać na bardzo wczesnym etapie. „To się często zdarza” Nie zliczę, ile razy to słyszałam… Nowy Rok – kolejny pozytywny test ciążowy, koniec stycznia usłyszałam bicie 2 serduszek. Bliźnięta jednojajowe, to znaczy że będą identyczne! Tak się cieszyliśmy, już wiedzieliśmy, że na pewno będziemy je ubierać tak samo, takie szczęście nie zdarza się. często! Niestety, na wizycie w 10 tygodniu już serduszek nie usłyszeliśmy, zatrzymały się… Nasze dzieci umarły we mnie, byliśmy załamani, zaczęłam szukać informacji w internecie, dowiedziałam się o badaniach genetycznych i możliwości ustalenia płci oraz zarejestrowaniu i poch...

List Aniołka do Matki

Kochana mamo, wiem, że mnie nie widzisz, nie słyszysz i nie możesz dotknąć. Ale ja jestem...istnieję ...w Twoim życiu, snach, Twoim sercu...Istnieję. Kiedy byłem tam na dole ,w Twoim ciepłym brzuchu godzinami zastanawiałem się, jak to będzie kiedy będę już przy Tobie, w tym miejscu o którym powiadałaś gładząc się po brzuchu wieczorami kiedy chyba nie mogłaś zasnąć. Ja wsłuchany w Twoje opowieści i kojący głos chłonąłem każde słowo, każdą informację, a potem cichutko, że by Cię nie obudzić, kiedy wreszcie zasypiałaś...marzyłem. Wyobrażałem sobie te wszystkie cudowne miejsca i Ciebie, jak wyglądasz... Patrzyłem na swoje dziwne nóżki i rączki u których nie wiem czemu było po dziesięć palców i zastanawiałem się czy jestem do Ciebie podobny. Chyba nie – myślałem – bo Ty pewnie jesteś piękna, a ja taki dziwny.. pomarszczony...no i po co mi te dziesięć palców? A potem się wszystko jednego dnia zmieniło. Płakałaś głośno głaszcząc brzuch i już nie było opowieści. "To nie może być pr...