Przejdź do głównej zawartości

"Dzięki Pani H udało się za 4 razem urodzić zdrowego chłopczyka" - historia Darii



Cześć, jestem 24-letnią mamą 4 aniołków. Mam na imię Daria. W czerwcu 2016 wzięliśmy ślub i zaczęliśmy się starać o dziecko, we wrześniu test pokazał 2 piękne kreski, radość nie trwała jednak długo, gdyż w październiku okazało się, że ciąża nie rozwija się prawidłowo. Jeden lekarz stwierdził puste jajo płodowe, drugi stwierdził, że dziecko przestało się rozwijać na bardzo wczesnym etapie. „To się często zdarza”
Nie zliczę, ile razy to słyszałam… Nowy Rok – kolejny pozytywny test ciążowy, koniec stycznia usłyszałam bicie 2 serduszek. Bliźnięta jednojajowe, to znaczy że będą identyczne! Tak się cieszyliśmy, już wiedzieliśmy, że na pewno będziemy je ubierać tak samo, takie szczęście nie zdarza się. często!




Niestety, na wizycie w 10 tygodniu już serduszek nie usłyszeliśmy, zatrzymały się… Nasze dzieci umarły we mnie, byliśmy załamani, zaczęłam szukać informacji w internecie, dowiedziałam się o badaniach genetycznych i możliwości ustalenia płci oraz zarejestrowaniu i pochówku naszych dzieci. 13 lutego przeszłam drugi zabieg łyżeczkowania, mąż nawet nie mógł mnie odwiedzić, bo „panuje grypa i jest absolutny zakaz odwiedzania”. Zrobiliśmy badania i okazało się, że mielibyśmy córeczki – ZDROWE – to bolało najbardziej, bo lekarze twierdzili, że na pewno były chore, dlatego umarły. W międzyczasie wykonałam badania genetyczne na trombofilię i mutacje MTHFR. Mutacja się potwierdziła, nie wiedzieliśmy, co z tym zrobić, więc stwierdziliśmy, że musimy zmienić lekarza, trafiłam do pani profesor do Poznania, od razu wzięła mnie do szpitala i zrobiła multum badań. Okazało się że mam insulinooporność i kilka kilo nadwagi. Schudłam 12 kg i brałam ciągle metforminę, aż we wrześniu okazało się, że znów jestem w ciąży.Mieliśmy mieszane uczucia
Cieszyć się czy nie? Chyba każda kobieta, która choć raz straciła maleństwo, doskonale mnie rozumie. Pojechaliśmy do pani doktor i kazała mi brać zastrzyki na rozrzedzenie krwi. Stwierdziłam, że jeśli ma to pomóc, to muszę przezwyciężyć swój lęk przed igłami! Wszystko było dobrze, ciąża się zdrowo rozwijała. Nawet widziałam na USG, jak nasze maleństwo się rusza! To było niesamowite!


W 13 tygodniu pojechaliśmy na badania prenatalne, ale niestety lekarz nie miał dla Nas dobrych wieści – serduszko już nie biło…

Ale jak to?! Przecież tydzień temu miałam USG, dziecko żyło, serduszko biło…
Znowu szpital, znowu piekło… Tabletki, czekanie, rozmowa z anestezjologiem, ginekologiem, trzeci zabieg łyżeczkowania… „A może poczekacie? Jesteście przecież młodzi, macie czas”. Ile można tego słuchać? Czy jest jakiś określony czas na dzieci? Ktoś mi zagwarantuje, że jeśli poczekam jeszcze 5 lat, to urodzę zdrowe dzieci? Zbliżaly się święta, a ja jedyne o czym marzyłam to przytulić w końcu swoje upragnione dziecko... Kilka dni przed wigilia pochowaliśmy naszą kolejną zdrową córeczkę…Mam nadzieję, że już nigdy nie będę musiała patrzeć, jak moje dzieciątko jest składane do grobu obok mojej mamy. W styczniu pojechałam do kosmetyczki--muszę przecież jakoś żyć normalnie... I powiedziałam jej co się stało, dała mi numer do tajemniczej pani H. Mówiąc że nie zaszkodzi mi ta wizyta, mogę wierzyć, nie muszę, ale mam jechać bo jej pomogła w zajsciu i donoszeiu ciąży. Stwierdziłam że nie mam nic do stracenia, skoro medycyna nic nie wykryła... Pani H. Okazała się być bardzo miłą, starsza Panią - bioenergoterapeutka. Powiedziałam jej tylko przez telefon ze mam problem z ciążą i nic więcej. Wizyta to była najbardziej niesamowita rzecz jaką przeżyłam. Nie dotykając mnie, jechała dłońmi blisko mojego ciała, opowiadając po drodze o urazach kręgosłupa z dzieciństwa i kilku przypadłościach o których wiem TYLKO JA! Czułam przyjemne ciepło, ale gdy była przy podbrzuszu, zatrzymała się. Postawiła za mną krzesło i zaczęła "wyciagac" coś z mojego brzucha. Zaslablam-po to było to krzesło bo musiałam Usiąść! Wiem że pewnie mi nie uwierzcie ale tak właśnie było! Powiedziała że miałam złą polaryzacji i właśnie ja zmieniła. Poszukałam informacji na ten temat w internecie i znalazłam artykuły o zależności polaryzacji i płodności. Byłam u niej jeszcze 2 razy. Za drugim razem już w ciąży, nie do końca pewna ponieważ było to kilka dni spóźnienia miesiączki a ona na dzień dobry przywitała się z brzuszkiem mówiąc Cześć maluszku! I powiedziała że będzie to chłopczyk i że bedzie oczywiście zdrowy! Trafiłam pod skrzydła niesamowitego lekarza w Poznaniu! Złoto, nie człowiek! Miałam cukrzycę ciążowa i trochę problemów z szyjka ale... Właśnie tule w ramionach mojego syna! Urodził się w październiku drogami natury,nie przeżyłam niczego piękniejszego! Myślę że zawdzięczam dużo Pani H, wysłałam już do Niej kilka osób i jak narazie wszystkie dobrze na tym wyszły! Niech moja historia doda wam skrzydeł! 4 ciąża dopiero okazała się być szczęśliwa, ale na tym nie poprzestaniemy! Życzcie Nam szczęścia!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

List Aniołka do Matki

Kochana mamo, wiem, że mnie nie widzisz, nie słyszysz i nie możesz dotknąć. Ale ja jestem...istnieję ...w Twoim życiu, snach, Twoim sercu...Istnieję. Kiedy byłem tam na dole ,w Twoim ciepłym brzuchu godzinami zastanawiałem się, jak to będzie kiedy będę już przy Tobie, w tym miejscu o którym powiadałaś gładząc się po brzuchu wieczorami kiedy chyba nie mogłaś zasnąć. Ja wsłuchany w Twoje opowieści i kojący głos chłonąłem każde słowo, każdą informację, a potem cichutko, że by Cię nie obudzić, kiedy wreszcie zasypiałaś...marzyłem. Wyobrażałem sobie te wszystkie cudowne miejsca i Ciebie, jak wyglądasz... Patrzyłem na swoje dziwne nóżki i rączki u których nie wiem czemu było po dziesięć palców i zastanawiałem się czy jestem do Ciebie podobny. Chyba nie – myślałem – bo Ty pewnie jesteś piękna, a ja taki dziwny.. pomarszczony...no i po co mi te dziesięć palców? A potem się wszystko jednego dnia zmieniło. Płakałaś głośno głaszcząc brzuch i już nie było opowieści. "To nie może być pr...