Przejdź do głównej zawartości

Czy żałoba to depresja?



Macierzyństwo jest pewnego rodzaju cudem. Choć tak naprawdę, to ja w cuda nie bardzo wierzę. Ale na potrzeby wyrażenia emocji mogę je uznać za coś na kształt cudu. Niby wszystko zbadane, od poczęcia, od pierwszych chwil po narodzinach, a jednak nadal fascynujące dla człowieka jest to, że druga istota rozwija się i żyje w jego ciele. Potem z tego ciała wydostaje się na zewnątrz. Na świat. A co, jeśli to wydostanie się na zewnątrz wiąże się z traumą i tragedią? Gdzie ten cud? A co, jeśli to nie poród, tylko poronienie? To temat bardzo, bardzo intymny i bolesny dla kobiet. Dla matek właściwie, bo przecież jeśli nosiłaś pod sercem dziecko, to przez chwilę byłaś matką. I będziesz nią dla tego dziecka już do końca życia. Czy można nazwać poronienie inaczej niż dramatem? Czy takie doświadczenie czegoś kobietę uczy? A może osłabia już do końca życia? Zmienia na zawsze? Tak, tak, tak i tak. Odpowiedź na te wszystkie pytania brzmi po prostu – tak. Jeśli wiedziałaś, że jesteś w ciąży, to masz prawo do cierpienia i żałoby. Wydaje się logiczne i naturalne, że jeśli ciąża trwała krótko, to nie zdążyłaś się do niej przyzwyczaić, nie zdążyłaś przywiązać się do dziecka. Ale czy nie zdążyłaś pokochać? Może nie zaplanowałaś dla niego całej przyszłości, bo dopiero zaczęłaś się cieszyć ze spotkania z małym człowiekiem, za kolejnych kilka miesięcy. Masz prawo do żałoby? Do bólu? Nie zadawaj takich pytań. Masz do tego prawo tak samo jak matki, które straciły swoje dzieci w późniejszym okresie. Masz prawo szukać odpowiedzi, tylko pamiętaj, że ich po prostu nie znajdziesz. już nie wiadomo, czy lepiej słuchać tych rad czy puszczać mimo uszu. Najgorsze jest to, że pomiędzy jedną a drugą taką radą, szukasz winy w sobie: Czy to dlatego, że nie dbałam o siebie wystarczająco? Gdybym wtedy nie piła tego kieliszka wina/nie dźwigała tej torby/nie wstała tak gwałtownie… Byłoby inaczej? Te poszukiwania w niczym nie pomagają. Ale jeśli potrzebujesz, to pytaj, szukaj i tłumacz sobie. To twój ból i twoja żałoba. Nikt nie ma prawa mówić ci, jak i co powinnaś czuć. Co z tego, że powiem ci, żebyś zajęła myśli czymś innym? Nie da się, to jasne. Im częściej będę cię w ten sposób pocieszać, tym gorzej będziesz się czuła. Może więc zamiast mówić kobiecie, która straciła ciążę, dziecko co powinna czuć i robić, warto powiedzieć o tym wszystkim ludziom dookoła. Żeby wiedzieli. Nie zadawali dodatkowego bólu. Żeby nie pomagali „na oślep”. Kobieta przetrwa, bo jest silna. Trzeba jej tylko na to pozwolić.Reakcja środowiska na poronienie czy śmierć dziecka  jest najczęściej bardzo naturalna, często spontaniczna i jednakowoż beznadziejna. Tak jak przechodzimy przeszkolenie związane z udzielaniem pierwszej pomocy w nagłych przypadkach, powinniśmy też wiedzieć (nauczyć się), jak się zachować w stosunku do kobiety w żałobie. Oczywiście, każdy przechodzi traumę inaczej, ale są pewne tematy, sprawy, zdania, które ją tylko pogłębiają. I co z tego, że to wszystko z dobrego serca? To nie jest żadne wytłumaczenie. Nie w dzisiejszych czasach, kiedy naprawdę można się z wielu tematów (zwłaszcza komunikacji międzyludzkiej) po prostu w ciągu kilku minut podszkolić. Trzeba tylko chcieć.
Doświadczając śmierci dziecka i przeżywając żałobę, niekiedy zastanawiamy się czy te pojawiające się w nas uczucia i emocje to normalna rzecz czy może przejaw już jakiejś choroby. Czy nie jestem w takim stanie, w którym powinno się zwrócić po pomoc do profesjonalisty – psychologa lub psychoterapeuty? Czy to już depresja, czy jeszcze nie?
Żałoba to normalny stan po stracie kogoś lub czegoś, co było dla nas ważne. W takim ujęciu o żałobie (emocjonalnej) możemy mówić także w sytuacji, gdy rodzi się chore dziecko i musimy pożegnać się z naszymi wyobrażeniami na temat “normalnego” wychowywania lub gdy para dowiaduje się, że w sposób naturalny nie może mieć dziecka. Jest to czas układania sobie życia po pożegnaniu czy to z osobą czy z marzeniami z nią związanymi. Pozwolenie sobie na żałobę to zdrowe podejście do wydarzenia śmierci w naszym otoczeniu. Te łzy powinny dać się “wypłakać”, a ból jakoś przeżyć. To jedyna – choć bolesna – droga do tego, aby żałoba się wypaliła. Po przeżyciu tego czasu osoba po stracie potrafi patrzeć ze spokojem w przeszłość, ten ból już jej nie niszczy i potrafi także z wiarą i ufnością patrzeć w przyszłość. Zostaje tęsknota za dzieckiem i miłość do niego. Ten moment przyjdzie, tylko czasami trzeba na niego dłużej poczekać. W świecie, gdzie “wszystko” jest na wyciągnięcie ręki warto szukać cierpliwości, zarówno dla siebie w przeżywanych emocjach, jak i dla otoczenia. Pomocą może okazać się zgoda na to, że trudne i bolesne uczucia będą pojawiać się przez jakiś czas – może roku, a może dłużej, a także wiedza na temat etapów żałoby. Warto też pamiętać, że nawet jeśli po poronieniu powrót do fizycznej sprawności następuje w stosunkowo krótkim czasie, to osiągnięcie stanu równowagi emocjonalnej jest zadaniem długo okresowym. Bo każda strata jest inna i każda reakcja bardzo indywidualna. Nie ma tu gotowych wzorców, które by mówiły, że jakieś zachowanie jest normalne a inne już nie. Nie ma też jakiegoś wyznaczonego limitu, w którym jasno jest powiedziane, że przeżywanie żałoby już powinno się skończyć. Warto o tym pamiętać, zwłaszcza wtedy, gdy towarzyszymy innym w żałobie. Rozpoznanie, czy żałoba to już depresja czy nie jest trudne, dlatego warto zwrócić się o wyjaśnienia do specjalisty. Ciężka depresja jest chorobą, żałoba – nie. Część osób po stracie dziecka choruje na depresję.
osoba przeżywająca żałobę nie powinna otrzymywać leków antydepresyjnych. Nawet jeśli leki mogą zmniejszyć objawy żałoby, to nie zmienią jej przyczyny. Co więcej, uśmierzony lekami ból po stracie bliskiej nam osoby i tak musi zostać “przerobiony”, przepracowany. Podanie więc leków może spowodować przedłużenie żałoby. Jeśli żałoba działa destrukcyjnie i wyniszczająco na życie cierpiącej osoby, można zastanowić się, czy to nie depresja. Jeśli dodatkowo osoba wcześniej już chorowała na tę chorobę lub otoczenie nie jest dla niej wsparciem, to istnieje ryzyko pojawienia się stanu depresyjnego. Kobieta, która wcześniej nie rodziła także znajduje się w grupie zwiększonego ryzyka zachorowania na depresję. Innym czynnikiem, który może przyczynić się do powstania tego stanu to sytuacja, gdy przeżywane poronienie było kolejną stratą dziecka w życiu matki. Długo utrzymujący się smutek po poronieniu, śmierci, poczucie ogromnej straty i wewnętrznej pustki, a także brak chęci do życia mogą być objawami rozwijającej się u kobiety depresji. Taki stan będzie wymagać pomocy specjalisty, np. psychologa. Jak walczyć z depresją po poronieniu? Czy jest jakiś sposób, aby jej uniknąć?Choć żałoba jest procesem, który możemy podzielić na kilka odrębnych etapów, to każdy przeżywa ją trochę inaczej. To ile trwa również jest sprawą indywidualną. Otoczenie na pewno nie powinno pospieszać kobiety w przeżywaniu żałoby, oczekiwać od niej szybkiego powrotu do normalności. Wywoła to u niej poczucie braku zrozumienia, a smutek po stracie dziecka, zamiast słabnąć, będzie przybierał na sile. Jednak każda żałoba, nawet ta po śmierci ukochanego, długo wyczekiwanego maleństwa, musi się kiedyś skończyć. Gdzie znajduje się zatem granica między żałobą a depresją? Jeśli smutek i żal po śmierci dziecka utrzymuje się przez kilka miesięcy, jeśli kobieta pomimo upływu czasu nie potrafi wrócić do pracy i codziennych obowiązków, jeśli wspomnienia o utraconym dziecku nie dają jej po prostu normalnie żyć lub jeśli sama nie czuje już chęci do życia, to taka kobieta powinna skorzystać z pomocy specjalisty – najlepiej psychologa.
Może się bowiem okazać, że przyczyną jej stanu emocjonalnego jest już nie żałoba, a właśnie rozwijająca się depresja. Udzielenie szybkiej i fachowej pomocy jest tutaj bardzo istotne. Długo utrzymująca się depresja po poronieniu czy śmierci po porodzie, może odbić się na całym późniejszym życiu kobiety. Mogą pojawić się np. zaburzenia seksualne i niechęć do zbliżeń (z obawy przed ponownym zajściem w ciążę i poronieniem) Dlaczego więc, w teraźniejszych czasach tak mało mówi się nie tylko o stratach dzieci ale i o depresji? Depresja to choroba i trzeba ją leczyć. Jest niebezpieczna, bo nie tylko zmniejsza naszą aktywność i okrada nas z możliwości doświadczania szczęścia, ale też zdecydowanie zbyt często kończy się samobójstwem. Dlatego nie wolno lekceważyć jej oznak — i u siebie, i u innych.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Dzięki Pani H udało się za 4 razem urodzić zdrowego chłopczyka" - historia Darii

Cześć, jestem 24-letnią mamą 4 aniołków. Mam na imię Daria. W czerwcu 2016 wzięliśmy ślub i zaczęliśmy się starać o dziecko, we wrześniu test pokazał 2 piękne kreski, radość nie trwała jednak długo, gdyż w październiku okazało się, że ciąża nie rozwija się prawidłowo. Jeden lekarz stwierdził puste jajo płodowe, drugi stwierdził, że dziecko przestało się rozwijać na bardzo wczesnym etapie. „To się często zdarza” Nie zliczę, ile razy to słyszałam… Nowy Rok – kolejny pozytywny test ciążowy, koniec stycznia usłyszałam bicie 2 serduszek. Bliźnięta jednojajowe, to znaczy że będą identyczne! Tak się cieszyliśmy, już wiedzieliśmy, że na pewno będziemy je ubierać tak samo, takie szczęście nie zdarza się. często! Niestety, na wizycie w 10 tygodniu już serduszek nie usłyszeliśmy, zatrzymały się… Nasze dzieci umarły we mnie, byliśmy załamani, zaczęłam szukać informacji w internecie, dowiedziałam się o badaniach genetycznych i możliwości ustalenia płci oraz zarejestrowaniu i poch...

List Aniołka do Matki

Kochana mamo, wiem, że mnie nie widzisz, nie słyszysz i nie możesz dotknąć. Ale ja jestem...istnieję ...w Twoim życiu, snach, Twoim sercu...Istnieję. Kiedy byłem tam na dole ,w Twoim ciepłym brzuchu godzinami zastanawiałem się, jak to będzie kiedy będę już przy Tobie, w tym miejscu o którym powiadałaś gładząc się po brzuchu wieczorami kiedy chyba nie mogłaś zasnąć. Ja wsłuchany w Twoje opowieści i kojący głos chłonąłem każde słowo, każdą informację, a potem cichutko, że by Cię nie obudzić, kiedy wreszcie zasypiałaś...marzyłem. Wyobrażałem sobie te wszystkie cudowne miejsca i Ciebie, jak wyglądasz... Patrzyłem na swoje dziwne nóżki i rączki u których nie wiem czemu było po dziesięć palców i zastanawiałem się czy jestem do Ciebie podobny. Chyba nie – myślałem – bo Ty pewnie jesteś piękna, a ja taki dziwny.. pomarszczony...no i po co mi te dziesięć palców? A potem się wszystko jednego dnia zmieniło. Płakałaś głośno głaszcząc brzuch i już nie było opowieści. "To nie może być pr...