Przejdź do głównej zawartości

"Ciąża po stracie" - dalsza część historii Pauliny i jej tęczowej córeczki Poli




Po śmierci Julci wszystko straciło sens, nie miałam siły by wstać kolejnego dnia, było okropnie ciężko, ciągle szukanie przyczyny śmierci malutkiej , ciągle obwinianie się , obarczanie się winą.. ciągłe to ciężkie pytanie , które ciągle jest bez odpowiedzi "dlaczego"..
Pewnej nocy miałam sen , nasza Julcia stała na balkonie , była już większą, piękną blondyneczką , tak pięknie się do mnie uśmiechała , widać , że była bardzo szczęśliwa, szczęśliwa tam gdzie jest..
Po tym śnie zrozumiałam , że powinnam dalej walczyć o szczęście, ona jest tam szczęśliwa, jej jest tam dobrze, a ja muszę zacząć żyć na nowo , zacząć się uśmiechać, walczyć o każde lepsze jutro , tu na ziemi.

Po niespełna trzech miesiącach zaszłam w kolejną ciążę, baliśmy się okropnie, niczego nie byliśmy pewni, nie wiedzieliśmy jak będzie i jak się ta ciąża zakończy..

Nie chciałam rezygnować z pracy, chciałam pracować jak najdłużej, aby nie myśleć jak to wszystko będzie..
Przez moją zawziętość w 5 tygodniu zaczęłam krawawić, byłam pewna, że moje kolejne dziecko zmarło ..
Płacz, błaganie mojego Aniołka, aby to nie była prawda, złość na siebie , że nie potrafię urodzić dziecka, złość na świat dlaczego moje dzieci umierają..
W szpitalu badania, USG na którym okazało się że jest dobrze, nasz okruszek jest z nami. Wyrok krwiak.
Leki na podtrzymanie i ciągle leżenie do 13 tygodnia.
Codzienne sprawdzanie serduszka detektorem, pomagało przetrwać dzień bez większego strachu,
Każdy kopniak dodawał siły, że musi być dobrze.
Każdy jej dodatkowy gram dawał nadzieję, że dotrwamy.
Niestety strach i napady lęku przytłoczyły ten piękny czas oczekiwania na maleństwo,
Przez ten strach ciężko było cieszyć się okresem ciąży, a przecież to tak wyjątkowy czas, najpiękniejszy w życiu kobiety.
Przed każda wizyta trzęsły się ręce, przed wejściem do gabinetu płakałam, za każdym razem bałam się że usłyszę kolejny raz te okrutne słowa.
Moja doktor prowadzącą zawsze uspokajała, od samego początku dawała mi 100% "gwarancji ", że wszystko będzie dobrze, że zrobi wszystko i we wrześniu przytulę swoje maleństwo dzięki Niej pomimo strachu gdzieś z tyłu głowy wiedziałam , że się uda, że ta kobieta nie pozwoli by znów stała się ta tragedia..

Najcięższym momentem było rozpakowanie kartonów z ubrankami i pamiątkami po Julce, to był bardzo ciężki dzień, dzień pogodzenia się z tym, że nasza Julka nigdy tych rzeczy nie założy, ale za to jej młodszą siostrę będę dumnie w te ciuszki ubierać.
Od 32 tygodnia jeździłam na ktg, w 33 tygodniu zostałam przyjęta na oddział z powodu wysokiego ciśnienia i wizja zostania w szpitalu do 37 tygodnia gdzie miało odbyć się cięcie cesarskie (14 września) . Ciągle kontrole lekarzy , cały czas ktoś przychodził pytał o ruchy, jak się czuje.

Lekarze podjęli decyzję o cięciu cesarskim 11 września, tylko w ten dzień mogli być wszyscy lekarze ginekolodzy , lekarze od wcześniaków, położne. O cięciu dowiedziałam się dzień wcześniej wieczorem. Dokładnie miesiąc przed pierwszymi Anielskimi urodzinami naszej Julci. Już wtedy wiedziałam że tak miało być, że wszystko będzie Dobrze byłam tego tak pewna. Nie mógł być to zbieg okoliczności, jestem pewna , że wszystko dzięki Naszemu Aniołkowi się tak skończyło, ten dzień jedenasty każdego miesiąca miał być już tylko szczęśliwy , a nie zalany łzami jak do tamtej pory.

Ten płacz który usłyszałam to był najpiękniejszy dźwięk na świecie, tak głośno płakała, mój mąż był w szoku, że tak można płakać, chyba chciała całemu światu ogłosić ,że już jest 😊

Po porodzie długo nie mogłam uwierzyć , że się udało, że jest z nami cała i zdrowa,  nie spałam sprawdzając czy wszystko wporzadku czy oddycha , czy żyje.
Nie mogłam uwierzyć , że szczęście do nas przyszło, że nasz największy cud i dar jest z nami.

Dla mnie ta ciąża była bardzo ciężka pod względem psychicznym, strach , nerwy wykończyły mnie, nie przeżywałam jej z radością  jak pierwszej i tego bardzo żałuję. Chodź cieszył mnie każdy kopniaczek, każde słuchanie serduszka malutkiej, każdy jej gram i centymetr to i tak strach był najsilniejszy.
Najważniejsze , że już jest z nami i wszystko dobrze się skończyło.

Teraz pragnę tylko jej zdrowia , aby była szczęśliwa i miała najlepsze dzieciństwo.
Chciałabym, aby wiedziała o swojej wyjątkowej starszej siostrze, aby zawsze z dumą o niej mówiła , aby zawsze pamiętała, że jest w niebie ktoś kto jest jej najcudowniejszym Aniołem Stróżem 👼

A Wy Kochane Mamy Aniołków w kolejnych ciążach, cieszcie się tym wyjątkowym stanem, niech strach nie przytłoczy tego czasu oczekiwania na maleństwo, radości z rosnącego brzuszka , każdego wyjątkowego kopniaczka. Dla każdej z Was wyjdzie ta wyjątkowa Tęcza, która zmieni Wasze życie od nowa  ❤️




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Dzięki Pani H udało się za 4 razem urodzić zdrowego chłopczyka" - historia Darii

Cześć, jestem 24-letnią mamą 4 aniołków. Mam na imię Daria. W czerwcu 2016 wzięliśmy ślub i zaczęliśmy się starać o dziecko, we wrześniu test pokazał 2 piękne kreski, radość nie trwała jednak długo, gdyż w październiku okazało się, że ciąża nie rozwija się prawidłowo. Jeden lekarz stwierdził puste jajo płodowe, drugi stwierdził, że dziecko przestało się rozwijać na bardzo wczesnym etapie. „To się często zdarza” Nie zliczę, ile razy to słyszałam… Nowy Rok – kolejny pozytywny test ciążowy, koniec stycznia usłyszałam bicie 2 serduszek. Bliźnięta jednojajowe, to znaczy że będą identyczne! Tak się cieszyliśmy, już wiedzieliśmy, że na pewno będziemy je ubierać tak samo, takie szczęście nie zdarza się. często! Niestety, na wizycie w 10 tygodniu już serduszek nie usłyszeliśmy, zatrzymały się… Nasze dzieci umarły we mnie, byliśmy załamani, zaczęłam szukać informacji w internecie, dowiedziałam się o badaniach genetycznych i możliwości ustalenia płci oraz zarejestrowaniu i poch...

List Aniołka do Matki

Kochana mamo, wiem, że mnie nie widzisz, nie słyszysz i nie możesz dotknąć. Ale ja jestem...istnieję ...w Twoim życiu, snach, Twoim sercu...Istnieję. Kiedy byłem tam na dole ,w Twoim ciepłym brzuchu godzinami zastanawiałem się, jak to będzie kiedy będę już przy Tobie, w tym miejscu o którym powiadałaś gładząc się po brzuchu wieczorami kiedy chyba nie mogłaś zasnąć. Ja wsłuchany w Twoje opowieści i kojący głos chłonąłem każde słowo, każdą informację, a potem cichutko, że by Cię nie obudzić, kiedy wreszcie zasypiałaś...marzyłem. Wyobrażałem sobie te wszystkie cudowne miejsca i Ciebie, jak wyglądasz... Patrzyłem na swoje dziwne nóżki i rączki u których nie wiem czemu było po dziesięć palców i zastanawiałem się czy jestem do Ciebie podobny. Chyba nie – myślałem – bo Ty pewnie jesteś piękna, a ja taki dziwny.. pomarszczony...no i po co mi te dziesięć palców? A potem się wszystko jednego dnia zmieniło. Płakałaś głośno głaszcząc brzuch i już nie było opowieści. "To nie może być pr...