Z rana wchodząc na Instagrama bądź Facebooka, roi się od zdjęć mam z dziećmi. Od kilku dni się gryzę ze sobą, ponieważ wiem że teraz przede mną cięższe miesiące nie tylko pod względem fizycznym. Zawsze w okresie maj - wrzesień rzucam się w wir pracy. Chcę jak najmniej myśleć - jeśli się tak w ogóle da.. Dlaczego akurat wtedy a nie przez cały rok? Gdybym to ja sama potrafiła jakoś sensownie wyjaśnić. Gdy nadchodzą te dni, kiedy to zdaje sobie sprawę, jak miały wyglądać rok po roku celebrowanie Dzień Matki, Dzień dziecka, urodziny itp. Przypominam sobie cesarke, za chwilę okres szpitalny, potem pogrzeb dwa dni przed moimi urodzinami. Za chwilę minie drugi rok a dla mnie to tak jakby było wczoraj. Przed oczami mam szczegółowe ułamki tamtych chwil. Pamiętam każdy krok po kroku, pamiętam ten stres, ból, cierpienie które cicho we mnie siedzi do dziś. Swój pierwszy dzień matki obchodziłam szczęśliwie z Miłoszkiem w brzuszku. Czułam go pod sercem, był tak blisko. Wtedy to do mnie jeszcze nie docierało. Ja i matka? Niby to takie oczywiste a jednak tak skrajnie dziwne. Mój kolejny, niby drugi ale PIERWSZY dzień matki bez Miłoszka, bez jego zapachu, bez dotyku, bez uśmiechu, bez płaczu, bez niczego. I w sumie nie obchodziłabym tego do dziś (no bo jak obchodzić coś z czym się nie ma styczności na co dzień?) gdyby nie mój mąż, który to pierwszy podkreślił że Mamą jestem cały czas, bo nasz syn z nami jest na każdym kroku. Przetrawiłam to i zaczęłam wierzyć. Można napisać, że zaczęłam się cieszyć, jednocześnie czuć się dojrzalej i odpowiedzialnie. Tak! jestem matką! Przeżyłam ciążę, przeżyłam poród, przeżyłam ból, moje dziecko było, jest i będzie a co najważniejsze - czeka na mnie! Jak wyglądał nasz dzień dzisiaj? W sumie nie oczekiwałam niczego prócz smutku i przykrości. Po prostu dlatego, że mogło być inaczej a mierze się z inną rzeczywistością. Oglądając Wasze zdjęcia, laurki itd najwyraźniej, naturalnie w świecie wyobrażam sobie jak mogłoby wyglądać to u mnie. Aczkolwiek pierwsze słowa mojego męża po wstaniu zabrzmiały: Wszystkiego najlepszego, najdzielniejsza MAMO Miłosza. Było to tak niespodziewane, że zalałam się łzami. Poprosiłam tylko o to, by nie celebrować tego w jakiś szczególny sposób tylko tak jak każdy inny dzień, a następnie by pojechać na cmentarz. Taki nasz niedzielny rytuał. Żeby nie było, że jestem mega egoistką nie zapomniałam o swojej mamie, dzięki której żyje! Chociaż codziennie mnie tak irytuje, denerwuje to cieszę się, że wychowała mnie na odpowiedzialną kobietę z wartościami i że mogę z nią zwyczajnie porozmawiać. Doceniam to wszystko bo wiem, że niektórzy nie mają takiego szczęścia. Mało tego, mam jeszcze drugą “przyszywaną” mamę (czyt. teściowa) która dzięki swoimi przeżyciami, udowodniła mi jaką wartość ma życie i jak należy z niego czerpać. Chyba jestem mega szczęściarą. Jestem ustawiona nie tylko tu na ziemi ale i w niebie. Taka ekipa to skarb! Prawda jest taka, że gdyby nie nasze MAMY nie było by mowy o naszym istnieniu. A do Aniołkowych mamusiek mam w szczególności apel: Nawet jeżeli nie czujesz, że to także twoje święto, wiedz, że Dzień Matki należy również do Ciebie. Dzisiaj tym bardziej chce byś wiedziała, że jesteś widzialna, masz znaczenie, bo jesteś nadal mamą I nigdy nie będziesz sama, bo jesteś kochana!
Wszystkiego najlepszego, najdroższe! ❤️

Komentarze
Prześlij komentarz